BENTON- 3 Snail Bee High Content Steam Cream.

 To już ostatni wpis, przynajmniej na razie, o kosmetykach marki BENTON. Dzisiaj parę słów o kremie Snail Bee High Content Steam Cream koreańskiej marki, której kosmetyki mają naturalne składy i nie są testowane na zwierzętach. Potrzebowałam kremu, który bedzie miał działanie ochronne i dobrze wpasuje się w potrzeby mojej cery. Czy krem spełnił oczekiwania? Dowiecie się w dalszej części postu.




 Benton Snail Bee High Content Steam Cream
Lekki krem, wolny od oleju mineralnego, silikonów, sztucznych barwników i zapachów, oparty na naturalnym, hipoalergicznym emulgatorze, który posiada silne właściwości nawilżające. Niacyna wzmacnia barierę lipidową naskórka, przez co skóra staje się odporna na działanie szkodliwych czynników środowiskowych. Filtrat ze śluzu ślimaka regeneruje i odżywia, jad pszczeli działa jak naturalny botoks, skóra staje się wygładzona, napięta i jędrna. Liczne wyciągi roślinne i naturalne oleje wykazują działanie przeciwzapalne, rozjaśniające i przeciwzmarszczkowe.
Nie pamiętam czy wcześniej pisałam Wam o właściwościach filtratu ze śluzu ślimaka i jadu pszczelego, dlatgo teraz skrobnę parę słów o tych, jakże ciekawych produktach używanych w coraz większej liczbie kosmetyków. 
 FILTRAT ZE ŚLUZU ŚLIMAKA- Pierwszymi osobami, które zwróciły uwagę na działanie śluzu, była chilijska rodzina, która w latach 80 ubiegłego wieku hodowała ślimaki. Zauważyli, że skóra ich dłoni jest miękka i delikatna,  wszelkie ranki
i podrażnienia szybko się goją a przebarwienia stopniowo zanikają. Sprawą zajęli się naukowcy i po kilkuletnich badaniach stwierdzili, że MUCYNA znajdująca się w śluzie ma właściwości 
leczenia i szybkiej regeneracji ludzkiej skóry. Między innymi dlatego ślimaki poruszają się po ostrych i szorstkich powierzchniach bez uszczerbku dla ich niezwykle delikatnych ciał. W ciągu dalej prowadzonych badań stwierdzono, że mucyna zawarta w śluzie daje widoczne efekty w leczeniu chorób skóry takich jak: trądzik, rozszerzone pory i zaskórniki oraz przebarwienia i blizny, a ponadto zapobiega starzeniu się skóry i utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia.


 JAD PSZCZELI Jest wytwarzany przez pszczoły robotnice i matki pszczele. To właśnie ta trucizna sprawia, że ich użądlenia są tak bolesne. Jad pszczeli jest kompleksem toksycznych peptydów i białek. Mellityna stanowi do 50% składu jadu pszczelego, innymi składnikami są np.: apamina, adolapina, dopamina, norepinefryna, histamina. Apitoksyna bo tak też jest nazywany jad pszczeli, ma szerokie spektrum działania, które wykorzystuje się nie tylko
w kosmetyce. 
 Medycyna alternatywna wykorzystuje jad pszczeli do leczenia schorzeń reumatycznych. Niespecyficzne, przewlekłe bóle krzyża można leczyć akupunkturą z zastosowaniem jadu pszczelego. Wykorzystuje się go także do leczenia alergii. Ma działanie przeciwnowotworowe, antybakteryjne. Niszczy także wirusa HIV, powodując uszkodzenia w jego osłonie białkowej. Kosmetyczne działanie apitoksyny powoduje zwiększone nawilżenie skóry, pobudza produkcję kolagenu
i elasytny.
 Kolagen wzmacnia tkanki ciała, podczas gdy elastyna to białko, które pomaga skórze pozostać napiętą
i odpowiada za jej
sprężystość. Rozświetlona i odżywiona od wewnątrz cera to zasługa kosmetyków z jadem pszczelim. Należy jednak pamiętać, że jad pszczeli jest silnym alergenem i osoby na niego uczulone raczej nie powinny stosować kosmetyków zawierających ten składnik.

Bardzo mocno zaprzątała mi głowę metoda pozyskiwani jadu pszczelego, jak wiadomo od jakiegoś czasu obserwuje się wymieranie pszczół, nie chciałam przykładać ręki do zmniejszania się ich populacji stosując kosmetyki zawierające apitoksynę. Poszperałam i znalazłam opis otrzymywania jadu, okazało się, że pszczoły nie tracą życia w trakcie jego pozyskiwania. Hodowcy użuwają tzw. ramek do kolekcjonowania jadu. Ramki są wykonane ze szkła i przewodów elektrycznych. Pszczoły przy kontakcie z ramkami są delikatnie porażane prądem, do ula wracają jednak w nienaruszonym stanie. Hodowcy natomiast „zdrapują” jad ze szkła.




 Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam małym wykładem ;) Teraz pora przejść do sedna, czyli jak krem spisała się podczas użytkowania. 
Krem ma dość treściwą konsystencję, ale wbrew pozorom nie obciąża skóry i bardzo szybko się wchłania do matu. Jak wszystkie azjatyckie kosmetyki, ten nie jest wyjątkiem i jest bardzo wydajny. Jednak w momencie nałożenia zbyt dużej ilości produktu nie pozostawia lepkiej warstwy, nieznacznie wydłuża się czas wchłaniania i tyle. Ale to się rozumie samo przez się ;) 
Po aplikacji skóra twarzy jest delikatnie napięta ale bez nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Ostatnio walczyłam
z opryszczką i nielicznymi wypryskami, powiem Wam że dość szybko znikały i nie pozostał po nich żaden ślad. Nie stosowałam żadnych leków ani maści, dołożyłam tylko do pielęgnacji wodę różaną. Musi chyba jad pszczeli działa ;) Krem doskonale współpracuje z podkładami, nic się nie waży i roluje. 
Dzięki zawartości niacyny bardzo fajnie chroni buźkę przed chłodem jaki teraz mamy na dworze, zwłaszcza wieczorem i rano. Wietrzna pogoda też nas ostatnio nie rozpieszczała
i krem dobrze sobie z nim poradził. Nie zaobserwowałam większego zaczerwienienia na twarzy po powrocie do domu. Na obecną porę roku nadaje się doskonale, ale nie zdecydowałabym się na stosowanie tego produktu przy większych mrozach. Na zimę moja skóra potrzebuje bardziej treściwego kremu. 
Ogólnie jestem zadowolona z działania produktu i na pewno kiedyś do niego wrócę. Teraz mam w planie spróbować innych kosmetyków zawierających apitoksynę i filtrat ze śluzu ślimaka.
 Snail Bee High Content Steam Cream możecie kupić tutaj. Wierzcie mi jest wart każdej złotówki, którą na niego wydacie.

 Stosowałyście kosmetyki zawierające jad pszczeli? Jeśli tak to jakie były Wasze wrażenia? 

28 komentarzy:

  1. Po raz kolejny widzę pozytywną recenzję na temat koreańskich kosmetyków, szczególnie firmy Skin79.
    Krem ma naprawdę super skład i z chęcią kupiłabym go. Obecnie jest trochę za drogi jak na mój budżet, ale w przyszłości na 100% skusze się na ten krem, lub inny z tej Azjatyckiej firmy, bo ich kosmetyki mają świetne składy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co zrobić! Azjatyckie kosmetyki skradły moje serce, jak kiedyś trafię na coś co mi nie przypasuje to chyba szoku dostanę. Cena może wydawać się spora, ale należy pamiętać że wszystkie kosmetyki są mega wydajne. Jedno opakowanie stosuję o wiele dłużej niż nasze rodzime.

      Usuń
  2. Nigdy nie zastanawiałam się jak jad pozyskują i teraz wiem :) Oh coś dobrego dla mnie bo ostatnio ciągle coś mnie uczula. I chodzę jak upiór z uczuleniem :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z powodu niewiedzy nie korzystałam z kosmetyków zawierających jad pszczeli.

      Usuń
  3. Dużo dobrego słyszę o tych kosmetykach ale nie wiem czy się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jad pszczeli? Brzmi interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ładnie tu u Ciebie!
    Ja mam ślimakowy krem z Mizon właśnie w fazie testów i póki co wrażenia bardzo pozytywne, a Skin79 też bardzo lubię, więc może będzie następny właśnie ten :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja bym nie mogła go raczej używać ponieważ mam uczulenie na jad pszczeli, a nie wiem jak by mogło się skończyć w kontakcie z moją skórą jeśli taki składnik jest w kosmetyku

    OdpowiedzUsuń
  7. niestety nie znam marki

    OdpowiedzUsuń
  8. Trafiłam do Ciebie od Klaudynki i już nie żałuję bo tu całe mnóstwo azjatyków, które kocham :) Z marką Benton dopiero się zaznajamiam, ale zamówiłam sobie właśnie tonik do cer wymagających oczyszczenia i mam nadzieję, że się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tutaj trafiłaś. Mam nadzieję, że znajdziesz coś co Cię zainteresuje :)

      Usuń
  9. Nie miałam jeszcze okazji stosować kosmetyków z jadem pszczelim ale kusi ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. Kosmetyków z jadem pszczelim nie miałam, chyba mnie to troszkę przeraża ;) Nie mniej jednak jak już się skuszę, to prognozuję, ze popłynę w tym temacie. Wiele dobrego o nich czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam cykora na początku. Teraz wiem, że na stałe zagoszczą w mojej pielęgnacji.

      Usuń
  11. Nie wiem gdzie ja się uchowałam, że nie próbowałam nic z koreańskiej pielęgnacji :) Chyba koniecznie będę musiała to nadrobić :) PS. Obserwuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto wypróbować, może się polubicie ;)

      Usuń
  12. Nie zanudziłaś, wiedzy nigdy dosyć :) Marka świetnie mi się kojarzy, choć jeszcze nie używałam żadnego ich kosmetyku, wszystko przede mną :)
    Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam krem i esencję z tej serii i sobie chwalę, ale ciekawi mnie też esencja ze sfermentowanym składnikiem bo miałam na nią chęć już dawno, ale nie mogłam znaleźć za wiele opinii, a teraz Twój wpis o niej mnie przekonał :> Kiedy skończy mi się "brązowa" sięgnę po "czarną" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Trafiłam do kolejnej wielbicielki azjatyków, zostaję :) Z Bentona mam emulsję z tej linii i jest świetna :)Własnie na dniach będzie recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  15. mam ich tonik :) i ciekwy jestem czy mnie urzeknie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nastka13:41

    Mam ten krem i u mnie tez wywolal pozytywne reakcje. Szczegolnie dlatego, ze nie pozostawi skory klejacej po nałożeniu wiekszej ilosci :) Dla mnie ten krem to juz pielegnacyjny rytual- mam juz tak, ze jak cos mi przypadnie do gustu to nie siegam po nic innego :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Przymierzam się do niego, ale szlag jasny mnie trafia, jak widzę ceny w polskich sklepach.... po promocji 99 zeta?! Kurna on normalnie stoi w okolicach 65 - 75 zeta po przeliczeniu z wonów.

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy21:49

    Cóż, blogerkom też coś od dystrybutora wpadnie za reklamę a płaci za to klient ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Julia S14:38

    też mi się kiedyś wydawało że drogawe te produkty mają, ale efekty są tego warte. Na nic bym ich nie zamieniła.

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze motywują :)

Copyright © 2016 DobrulBloguje , Blogger